Rozdział 1
Iza:
Biegałam po hali z aparatem starając się uchwycić, choć na
kilku zdjęciach pracę chłopaków nie ich wygłupy. Powoli miałam tego dość,
zresztą nie tylko ja. Alekno sprawiał wrażenie jakby miał za chwilę wyjść z
siebie i stanąć obok, a mówiąc krótko był wkurwiony. Siatkarze Zenitu byli
gorsi niż Resoviacy, a ich przebić jest naprawdę trudno. Po raz kolejny
parsknęłam wściekle, kiedy nie miałam, czemu, ani komu zrobić zdjęcia.
-Jewgienij, ogarnij tych debili błagam – mruknęłam do
siedzącego obok mężczyzny, jako jeden z nielicznych nie uczestniczył w ich
wygłupach.
-Panowie! – wrzasnął wreszcie Alekno, siatkarze grzecznie do
niego podbiegli – Za tydzień macie pierwszy mecz w sezonie, więc ogarnąć się
migiem.
-Tak jest trenerze! – krzyknęli zgodnie i ruszyli do ćwiczeń.
Od tego momentu trening przebiegał spokojnie, no nie licząc
kilku wyskoków, ale w porównaniu z tym, co było to był raj. Dwie godziny
później po krótkim, bo dwu setowym meczu skończyliśmy. Byłam cholernie
zmęczona, a zagadujący mnie Rosjanin niemiłosiernie mnie irytował.
-Zgódź się, co ci szkodzi?
-Twoje towarzystwo – wysyczałam pod nosem po polsku.
-Czyli się zgadzasz? – ten jego entuzjazm mnie kiedyś
dobije.
-Nie, ile razy mam Ci powtórzyć? – jęknęłam zrezygnowana.
-Będę po ciebie o 20 – cmoknął mnie w policzek i już go nie
było na hali.
Ewa:
Miałam jeszcze 10 minut do treningu, więc wyszłam na
korytarz mając nadzieję spotkać Izę, która powinna jeszcze być w budynku.
Rozejrzałam się i zobaczyłam skrzywioną przyjaciółkę, trzymającą się za
policzek i patrzącą z niechęcią w stronę męskiej szatni.
-Znowu Wika? – zaśmiałam się wesoło – Umów się z chłopakiem
i będziesz miała spokój.
-Ale to dzieciak nooo
-U Niko Ci to nie przeszkadza – wystawiłam w jej stronę
język.
-Niko to Niko – rozmarzyła się.
-Wracaj na ziemię, Izuś – poczochrałam jej grzywkę.
-Osz ty cholero – zaczęła mnie gonić, ale cóż kondycja mojej
przyjaciółki jest dość nikła –Nie śmiej się ze mnie, ja tęsknie.
-Tsaa, biedactwo – kolejny raz wybuchnęłam śmiechem.
-Wilczek, trening! – usłyszałam kobiecy krzyk. Cmoknęłam
przyjaciółkę w policzek i pognałam za Nadią.
Odbijałam w parze z Taszą, plotkowałyśmy na przeróżne
tematy. Omawiałyśmy właśnie głupotę naszej ukochanej pani kapitan, kiedy ta do
nas podbiegła.
-Nie uwierzycie! – zapiszczała, już miałam jej dość – Od
jutra do końca tygodnia będziemy miały treningi razem z moim bratem i jego
przyjaciółmi! To taaakie super! I będzie Matt! On jest taaak przystojny, że
wow! Ale ten Jewgienij to też ciaaaaacho! No i Maksim jest taaaki mniam!
Gadała jak nakręcona, choć ani ja ani Natasza nie miałyśmy
ochoty jej słuchać. Jedyne, o czym marzyłam w tym momencie to wziąć zamach i
przyłożyć jej tak, że by się zamknęła. Zrobiłabym tylko przysługę
społeczeństwu. Wreszcie sobie poszła, a za jej plecami pokazałam niezbyt
kulturalny gest.
-Ewka, co ty taka agresywna? – parsknęła śmiechem środkowa.
-Za dużo czasu z Izą – wywróciłam oczami.
Ćwiczyłyśmy kolejne elementy, aż wreszcie przyszedł
upragniony moment – trener miała wybrać szóstkę na mecz.
-Rozgrywająca – Tasza, Środek – Katja i Pasza, Przyjęcie –
Anastazja i Ewa, Atak – Karina, Libero – Nadja.
Przybiłyśmy z Nat piątkę i razem z pozostałymi zawodniczkami
poszłyśmy na płytę boiska. Po chwili druga szóstka również była gotowa.
Zaczęłyśmy mecz. Było ciężko, ale po półtorej godziny zeszłyśmy do szatni, jako
wygrane w stosunku 2 do 1. Wróciłam do domu padnięta i mimo że byłam głodna to
padłam w sypialni i szybko zasnęłam.
jestem. ;)
OdpowiedzUsuńcornflower girl.